Rozdział 10 – Zakrwawione kimono

Wstawiła się na pole treningowe tak jak kazał. Nie miała jednak ochoty z nim rozmawiać i miała nadzieję jak najszybciej zakończyć ten trening. Wzięła sobie 2 tygodnie wolnego, które jej przysługiwało i planowała trenować do upadłego aby Tsunade dała jej spokój z taijutsu. Chciała jak najszybciej wymazać z pamięci to co się wydarzyło w tym miejscu wczoraj jednak nie mogła zapomnieć obezwładniającej ją wściekłości a następnie przerażenia. Przywołała dwa klony i rozpoczęła rozgrzewkę. Biła się sama ze sobą nie tylko fizycznie. Zachodziła w głowę jak to zrobić, żeby wybrnąć z sytuacji i zachować twarz. Jak mogła dopuścić do załamania podczas przebywania z NIM. W dodatku nic z tego nie pamiętała. Miała tylko nadzieję że nie powiedziała nic głupiego. Choć wiedziała, że i tak będzie w tarapatach bo co nieco już usłyszał. Pewnie nie odpuści tak łatwo. Wiedziała, że nie należał do ludzi którzy się poddają. Zwęszył tajemnicę i pewnie zrobi wszystko żeby się dowiedzieć szczegółów. Tylko.. Dlaczego? Zamyśliła się na chwilę i pięść świsnęła jaj tuż przy uchu. Coraz częściej zamyślała się tak, że odrywała się od rzeczywistości. Nie była już do końca pewna czy to efekt napięcia psychicznego czy alkoholu, który szumiał jej w głowie. Na trzeźwo za bardzo bała się tu zjawiać.

- Ciężko jest stać się lepszym jeśli walczysz sama ze sobą.

Usłyszała dobrze znany głos dochodzący spod pobliskiego drzewa. Zerknęła w tamtą stronę i zobaczyła wyłaniającego się z cienia sannina.

- Chyba że… Twoim największym wrogiem jesteś Ty sama.

Zastygła na te słowa w połowie wyprowadzania ciosu przez co jej klon wyprowadził uderzenie w brzuch. Stęknęła i upadła. Poprzez mroczki przed oczami zobaczyła krew przesiąkającą przez jej kimono i wielkie ręce sięgające do jej splecionych na brzuchu ramion. Uniosła zakrwawioną dłoń na znak protestu nie mogąc za bardzo wydobyć słowa. Wykonała parę pieczęci i z jej dłoni zaczęła wydobywać się lecznicza czakra.

- Jiraiya-sama, radziłam sobie świetnie zanim raczyłeś się zjawić.

Sannin obserwował jej poczynania uważnie i milczał przed dłuższą chwilę po czym zadał pytanie, na które bardzo nie chciała odpowiadać:

- Chcę poznać całą prawdę. Co się z Tobą dzieje i kogo zabiłaś.

Przez jej plecy przebiegł dreszcz a wszystkie mięśnie zesztywniały. Bardzo nie chciała wracać do wspomnień które właśnie napływały do jej głowy. Przed oczami mignęła jej ukochana matka i ojciec podczas jednego z ich wspólnych spacerów. Mała Shizune jechała na rowerze a jej rodzice szli przed nią. Trzymali się za ręce i wołali aby się pospieszyła.

- Nie będę z Tobą o tym rozmawiać. – syknęła przez zęby i podniosła się hardo patrząc mu w oczy.

- Jesteśmy tu po to żeby ćwiczyć prawda? Żebym stała się lepsza tak? Czy zatem jeśli wygram walkę z Tobą dasz mi spokój i uznamy że moje taijutsu jest dostatecznie dobre?

Sannin również wstał i uśmiechnął się zadziornie. Uśmiech, który zawsze powodował u niej szybsze bicie serca.

- Ćwiczmy. Jednak jeśli to ja wygram to Ty odpowiesz na moje wszystkie pytania.

W odpowiedzi zdjęła zakrwawione kimono i rzuciła je pod drzewo zostając tylko w stroju sportowym. Przybrała pozycję do walki. Wzrok białowłosego bezwiednie prześlizgnął się po jej ciele po czym odchrząknął i również przybrał pozycję bojową. Atmosfera w jednej sekundzie uległa diametralnej zmianie. Czuć było determinację wiszącą w powietrzu. Każde chciało wygrać i miało ku temu poważny powód. Gdyby świat mógł wstrzymać oddech to to właśnie by zrobił.

Rozdział 9 Zażenowanie

Musicie wiedzieć, że preferuję rozdziały krótkie acz treściwe ;] Mam alergię na przydługie rozdziały których nie da się czytać i w których akcja ciągnie się w nieskończoność bez ładu i składu. Osobiście preferuję pisać rozdziały krótkie, zawierające konkrety oraz haczyki które zachęcają do czytania;)

Staram się aby moje postacie były jak najbardziej zbliżone do oryginału. Nie zamierzam robić z Jiraiy’i świętoszka bo nie do końca taki jest. Każdy kto oglądał Naruto wie, skąd się wziął przydomek Ero-sennin;D Mój Jira jest troszkę mniej cenzuralny niż ten w anime jednak pragnę również wydobyć z niego szlachetność, która jest jedną z jego najlepszych cech. Dlatego warto zobaczyć jak potoczy się to opowiadanie, aby obserwować walkę jego ciemnej i jasnej strony  ;D

 

Zanim jeszcze otwarła oczy, uderzył ją potworny ból głowy. Czyżby znowu przeholowała z alkoholem? Poczuła na swoim ciele promienie słońca. Która to była godzina że tak mocno świeciło? Powoli uchyliła powieki i musiała je natychmiast przymknąć. Jak nic było już późne popołudnie. Delikatnie odkryła koc i powoli usiadła. Przy drzwiach zobaczyła swój plecak i kimono ułożone w schludną kostkę. Nagle wspomnienia uderzyły w nią z całą mocą. Wczoraj był ten dzień. I wczoraj była na treningu. I wczoraj zjawił się tam On. Zalała ją fala smutku i rozgoryczenia. Znowu ta przeklęta rocznica. I niestety akurat On musiał być świadkiem jej załamania. Miała nadzieję że nie zrobiła nic głupiego.

- Musimy poważnie porozmawiać młoda damo. – aż podskoczyła na dźwięk znajomego głosu dochodzącego zza jej pleców. Nie wiedzieć kiedy, na kanapie na której jeszcze przed chwilą leżała, siedział ostatni osobnik jakiego chciała w tym momencie widzieć. Odwróciła się i poczuła ostry ból przeszywający ją od klatki piersiowej aż po brzuch. Uchyliła koszulę i zobaczyła że cały jej tułów jest zabandażowany, podobnie jak oba nadgarstki. Co się do cholery stało?!

- Nie zarobiłaś tego na treningu. – odpowiedział na jej nieme pytanie.

Siedział na kanapie tuż za nią. Potężna postura zajmowała niemal połowę jej starego mebla. Ręce skrzyżowane na torsie oraz poważna mina z jaką na nią spoglądał mówiły jej więcej niż tysiąc słów. On już wiedział.

-Możesz mi powiedzieć co się z Tobą dzieje, kogo zabiłaś i dlaczego chciałaś wykończyć też siebie?

Jego zwodniczo spokojny głos zapowiadał duże problemy. W jednej chwili jej wspomnienia wróciły. Walka, atak paniki a potem jej mieszkanie i jakieś majaki. Potem zimny prysznic i uczucie ciepła rozlewające się po całym ciele. Pięknie. Musiała pęknąć akurat przed nim. Tyle lat ukrywania się przed Tsunade tylko po to żeby przejść załamanie przed kimś przed kim naprawdę chciała wyglądać na normalną osobę. Jedyne co ją pocieszało to fakt, że nie opowiedziała mu wszystkiego.

-Halo.. Czy Ty mnie w ogóle słuchasz? – Nagle tuż przed nią pojawiła się twarz o której myślała. Gdyby była sobą sprzed miesiąca pewnie odskoczyłaby i spłonęła rumieńcem. Teraz jednak wszystko było jej jedno. Wiedziała, że nie ma u niego żadnych szans więc jaki sens był przejmowania się tą sytuacją. Spuściła głowę i czekała na dalszy opieprz. Usłyszała westchnięcie i poczuła jak ciepłe wielkie dłonie okalają jej twarz i odwracają w stronę tej jakże znajomej pary oczu.

- Shizune… Proszę powiedz co się dzieje a spróbuję Ci pomóc. Musisz mi tylko wyjawić prawdę.

-Jiraiya-sama… – wyszeptała wpatrując się w głębokie zielone oczy, jednak po chwili maska obojętności znów powróciła na swoje miejsce – Nie mogę. Jedyne co mogę to obiecać, że nie sprawię Ci więcej problemów.

- Nie chodzi o problemy do cholery! To znaczy chodzi! Eh! – prychnął zirytowany i zerwał się na nogi by rozpocząć wędrówkę po jej salonie.

- Chodzi o Twoje problemy. Co się dzieje. I nie kłam że nic bo równie dobrze możesz mi próbować wpierać że Tsu tak naprawdę jest wyrachowaną mistrzynią hazardu a tylko udaje Legendarnego Pechowca, żeby pławić się za naszymi plecami w morzu pieniędzy.

Sądził że może choć trochę ją rozbawi tym porównaniem, lecz równie dobrze mógłby próbować rozśmieszyć kłodę. Shizune spoglądała swoimi pustymi oczyma w swoje kolana nie robiąc sobie nic z jego wzburzenia. Wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy.

- Jutro widzę cię na treningu. Musimy nadrobić wczorajszy stracony czas. Skierował się w stronę okna czekając aż zaprzeczy, zacznie się wykręcać lub odpowie cokolwiek co pozwoli mu myśleć że to wciąż Shizune. Ona jedynie skinęła głową wciąż wpatrzona w swoje kolana. Westchnął ponownie i wyskoczył na parapet.

- I nie próbuj wywinąć żadnego numeru, bo dowiem się o tym i pożałujesz swoich głupich pomysłów. – ostrzegł na odchodnym i wystrzelił w cień okalający budynek tak aby jak najszybciej zniknąć z możliwego pola widzenia. Miał swoje sposoby by obserwować stan dziewczyny. Źle by się stało gdyby ktoś zauważył że taki erotoman jak on spędza tyle czasu w mieszkaniu asystentki gondaime.

Nie czuła się źle. Nie czuła się nawet podle.. Nie znajdowała słów na stopień swojego zażenowania samą sobą. Nie miała najmniejszego pomysłu jak wybrnąć z tej sytuacji i nic nie wskazywało na to by jakaś magiczna siła z kosmosu miała wskazać jej wyjście z tej okropnej sytuacji.

 

Chyba jedyny obrazek JiraShizu jaki znalazłam ale chyba warto było szukać XD Cały Jiraiya :-D

_body_swap__jiraiya_in_shizune_s_body__by_alexlovecraft4-daf6smw

Rozdział 8 Czerwone kwiaty

Łóżko było zupełnie puste. Zaklął w duchu i rzucił się w stronę otwartego okna. Spojrzał w dół i wypuścił powietrze z płuc z wyraźną ulgą. Już zamierzał ruszyć w pogoń kiedy usłyszał szum wody dochodzący z łazienki. Nie chciał tam wchodzić ale coś podpowiadało mu, żeby sprawdzić czy dziewczyna czuje się dobrze. Zapukał delikatnie jednak nie usłyszał odpowiedzi. Uchylił drzwi i z bijącym sercem zerknął do środka. Siedziała skulona w kącie prysznica a zimna woda spływała po niej mocząc ubranie. Wszedł powoli i kucnął przed nią. Przyglądał się jej przez chwilę po czym odchrząknął aby zwrócić na siebie jej uwagę. Nie podniosła wzroku. Nie poruszyła się nawet. Ogarnął ją wzrokiem i coś mu nie pasowało. Jej koszulka nie była przypadkiem biała a nie w czerwone kwiaty? Po jego plecach przeszedł dreszcz kiedy zdał sobie sprawę że wzór na jej koszulce to tak naprawdę rozchodzące się plamy krwi. Dziewczyna osunęła się na posadzkę wypuszczając z ręki kunaia, ukazując cięcia prowadzące od nadgarstków, przez przedramiona, klatkę piersiową i brzuchu. Zaklnął i doskoczył do niej tamując krwotok swoimi dłońmi. Dziękował wszystkim bogom jakich znał że Tsunade uczyła go kiedyś podstaw medycyny. Udało mu się zamknąć większość naczyń i pokryć rany nową skórą. Tyle narazie musiało wystarczyć. Odetchnął, oparł się o ścianę nie zważając na lodowatą wodę spływającą po jego ciele i położył jej głowę na swoich kolanach sprawdzając puls na szyi. Wciąż była trupio blada a jej cienie pod oczami się pogłębiły ale puls zdawał się być silniejszy. Przynajmniej temperatura spadła przez ten zimny prysznic. Ta dziewczyna ewidentnie chciała go tego wieczora wykończyć. Dawno nie widział kogoś w takim stanie psychicznym. Przypominała bardziej jakąś ofiarę wojny niż zahartowaną medic ninje. Tym bardziej martwił się o to co mogło doprowadzić ją do tak diametralnej zmiany. Poczuł przyjemne wibracje w okolicy ud, jednak impuls przyjemności trwał tylko chwilę, gdyż zerkając w dół uświadomił sobie że Shizune drży. Lodowata woda sprawiła, że kunoichi wygląda jakby miała drgawki. Westchnął, ostrożnie podniósł dziewczynę i wstał. Przeniósł ją do salonu i zawinął we wszystkie koce jakie po drodze znalazł. Po chwili usta dziewczyny z sinych zrobiły się bladoróżowe a drgawki zmieniły się w pojedyncze drżenia. Westchnął i usiadł na ziemi opierając się plecami o kanapę i nie zważając na mokre ubranie odchylił głowę do tyłu kładąc ją na siedzeniu. Jedno wiedział na pewno. Shizune nie chciała się zabić. Była doskonałą medic ninja i gdyby chciała – jednym pchnięciem załatwiłaby sprawę nie mówiąc o draśnięciu jednym ze swoich zatrutych senbon, które wykańczały bardzo szybko i bez śladu. Co zatem działo się w głowie tej dziewczyny? Będzie musiał rozwiązać tę sprawę nim coś lub ktoś zrobi to za niego.

 

Łapcie przystojniaka ;> *.* <3

image

Rozdział 7 – Rozbite szkło

Ciąg dalszy ;)

 

Nagle usłyszał krzyk. Otworzył oczy by zdać sobie sprawę że przysnął na parapecie pokoju Shizune. Pamiętał że był zmęczony poprzednim dniem i nie miał siły ani ochoty udawać się do swojego domu. Zerwał się na równe nogi by zdać sobie sprawę że to czarnowłosa tak krzyczy rzucając się w łóżku. Rozglądnął się po pokoju jednak nie zauważył nic niepokojącego. Musiało śnić się jej coś złego. Podbiegł i zaczął nią potrząsać.

-Shizune! Shizune do cholery obudź się dziecino! Nic się nie dzieje! SHIZUNE! – wrzasnął w końcu na co dziewczyna otworzyła w końcu oczy. Oddychała nierówno i miała niezdrowe rumieńce na policzkach, po których znów zaczęły spływać łzy. Usiadła na łóżku i z przestrachem zaczęła skanować otoczenie. Gdy go dostrzegła wystraszyła się i pośpiesznie odczołgała na skraj łóżka jak najdalej od niego nakrywając się kołdrą.

- Ojcze.. Odejdź.. Proszę.. Ja musiałam..

Mamrotała pod nosem. Białowłosy sannin spojrzał na nią zdziwiony. Czyżby się jeszcze nie obudziła, że tak plecie?

- Dziecino to ja Jiraiya, obudź się!

Wyciągnął rękę żeby nią jeszcze raz potrząsnąć ale ta pisnęła i spadła z łóżka by odczołgać się pod samą ścianę. Skuliła się w kącie i oplotła rękoma kolana kiwając się w przód i w tył zapatrzona w przestrzeń. Powoli wstał i podszedł do niej. Z tak bliska widział że cała drży. Kucnął przed nią i wyciągnął rękę. Reakcja była natychmiastowa. Dziewczyna podniosła ręce jakby chciała się przed czymś obronić i odwróciła głowę zamykając oczy. Bardzo powoli, obserwując ją zaczął powtarzać że jest bezpieczna, że nic jej nie zrobi i że nie ma się czego bać. Delikatnie opuścił jej ręce i chwycił za podbródek. Spod zaciśniętych powiek wciąż spływały łzy a zagryziona warga zaczęła krwawić. Przyłożył jej dłoń do czoła i aż syknął. Gorące jak diabli! Na pewno 40 stopni, stąd te brednie. Wstał i udał się do kuchni. Przegrzebał szafki by znaleźć zioła odpowiednie na spadek gorączki. Wstawił wodę i oparł się o blat stołu spoglądając na zachodzący za oknem księżyc. Da jej trochę czasu żeby się uspokoiła. Tymczasem zaczął intensywnie rozmyślać. Czy wzywać Tsunade? Nikt inny nie zajmie się chorobą młodej jak najlepsza medic ninja w Konohagakure i w dodatku jej mentorka. Bał się jednak o to, że odkryje ona stan psychiczny w jakim znajduje się jej podopieczna i wyśle ją do jakiegoś ośrodka zamkniętego. Skoro przez tyle lat Tsunade nie odkryła przyczyny tajemniczych zachować czarnookiej to pewnie Shizune miała powód ku temu, żeby to ukrywać. Musi zatem odpowiednio pokierować  wydarzeniami aby był wilk syty i owca cała. Z ponurych rozmyślań wyrwał go gwizdek czajnika. Zaparzył zioła i udał się do sypialni. I w tedy ciszę przerwał dźwięk rozbijającego się szkła.

Coś z innej beczki! „Miłość nie zna granic” Oneshot!

Kochani (jeśli ktoś wgl to czyta) zapragnęło mi się napisać Oneshot;) I to nie byle jaki! Nie jest to paring tytułowy, jednak myślę że kontrowersje będzie wzbudzał równie wielkie (jak nie większe;P) Zapraszam do lektury ;)

Zapukał pewnie do dużych brązowych drzwi z symbolem ognia i nie czekając na odpowiedź wszedł. Dawno już przestał bać się osoby do której przyszedł, więc nie obawiał się konsekwencji swojego nagłego wtargnięcia. Pieczołowicie zamknął za sobą drzwi i podszedł powoli do biurka obserwując kobietę zakopaną w papierach. Zdawała się nawet nie słyszeć że ktokolwiek pukał. Stał przez chwilę lustrując ją wzrokiem i po raz enty zastanawiając się jak ta kobieta może być po 50’tce, kiedy obiektywnie patrząc nikt nie dałby jej więcej niż 30. Jego wiek niestety również bardzo często zaniżano, i choć miał już swoje 22 lata, wyglądał na młodszego. Jednak jeśli ktoś jeszcze kojarzył go jako rozwrzeszczanego nastolatka, to mylił się bardzo. Czuł się już od dawna mężczyzną i to za sprawą długowłosej blondynki siedzącej naprzeciw niego i mruczącej pod nosem coś o jakiś rachunkach z Sunagakure. Naruto dojrzał, stał się bardziej stonowany i rozważny przez co coraz więcej dziewczyn Konohy wzdychało za nim ukradkiem. On jednak nie zwracał sobie nimi głowy. Był czas, kiedy uganiał się za Sakurą, która niestety nie mogła dojść do ładu ze swoimi uczuciami, by następnie spróbować szczęścia z Hinatą, która z kolei była dla niego zbyt cicha i skryta.

Obszedł powoli biurko by stanąć za plecami Tsunade i pochylił się nad nią zerkając na dokumenty które przeglądała. Kobieta wciąż pogrążona w papierach zdawała się żyć we własnym świecie. O nie! Co to to nie! Powoli znad jej głowy zaczął odkładać stos kartek, i mimo jej protestów nie przestał dopóki oburzona nie uniosła głowy w jego stronę. Nie musiała nic mówić, żeby wyczytał ze ściśniętych ust i oczu „Co Ty do cholery robisz?!”. Uwielbiał ją w takim wydaniu. Pochylił się nad nią i ucałował ją w kark by z zadowoleniem zauważyć dreszcz przebiegający jej po plecach. Objął ją obiema rękami i zagłębił się w tych cudownie pachnących włosach koloru słomy.

- Za dużo pracujesz – wymruczał jej przy uchu czując, że ma gęsią skórkę.

- Jestem zajęta Naruto… – nie brzmiało to jednak zbyt przekonywująco. Potrafiła być autorytarna, jednak teraz jej głos z początku twardy stał się pod koniec zdania miękki i delikatny. Uwielbiał tak na nią działać.

- Czuję się urażony.. Nie poświęcisz mi chociaż 5 minut Hokage-sama? – Wymruczał składając delikatne pocałunki wzdłuż jej szyi.

- Na 5 minut to nie ma po co przerywać pracy – zaśmiała się drocząc się z nim. Mogła to robić do woli, bo widział że mimo miernych prób zachowania powagi jej policzki zaczynają się czerwienić.

- Mogę sprawić że te 5 minut będzie warte przerwy w tej jakże fascynującej pracy. – wodził ustami od miejsca za uchem aż po obojczyk blondynki. Z wyrachowaniem droczył się z nią czując najczystszą radość z jej jednoznacznych reakcji. Wplotła palce w jego rozczochrane włosy, nakierowując go na wrażliwe punkty na szyi. Rozkoszowali się chwilą pieszczoty jakby to słoneczne popołudnie nagle zmieniło się w którąś z ich długich wspólnych nocy. Ani się nie spostrzegli jak jego ręce wodziły po jej talii a jej oddech zaczął przypominać bardziej oddech maratończyka po skończonym biegu niż oddech kobiety siedzącej w jednym miejscu. Brązowooka odchrząknęła i wstała, porządkując papiery i wyrywając się z objęć blondyna.

- Miałeś swoje 5 minut a teraz znikaj zanim ktoś wejdzie i wywoła skandal.

Odsunął krzesło i stanął tuż za nią stykając się swoim ciałem z jej plecami. Objął ją w pasie ponownie całując tym razem w odsłonięte nie wiadomo kiedy ramię.

- Nie wejdzie bo zamknąłem drzwi na klucz. Nawet Hokage musi mieć czasem chwilę prywatności nie uważasz? – Z rozmysłem błądził palcami po jej obojczyku a drugą ręką po biodrze. Jeśli nawet do tej pory nie wyczuła sugestii to przytulona do niego w ten sposób powinna doskonale poczuć o co chłopakowi chodzi. Odwróciła się gwałtownie i wycelowała w niego palcem.

- Podobno chcesz być kiedyś Hokage więc powinieneś wiedzieć, że to stanowisko wymaga sporo pracy !

Próbowała go przestraszyć jednak ciężko byś autorytarnym wobec kogoś wyższego o głowę. Mimo jakże groźnej miny jej iskrzące się z podniecenia przepiękne piwne oczy i zaróżowione policzki czyniły ją niesamowicie pociągającą. Wiedziała, że przegrała tą bitwę w momencie kiedy blondyn brutalnie przycisnął ją do skraju biurka, położył dłonie na blacie zamykając ją niczym w pułapce i patrząc prosto na nią zawarczał:

- W tej chwili najbardziej chcę być W Hokage.

Słowa zawisły pomiędzy nimi na jedną długą głuchą sekundę by doprowadzić do eksplozji. Tsunade szarpnięciem przyciągnęła blondyna do siebie i siłą wbiła się w jego usta całując namiętnie. Uzumaki uśmiechnął się triumfalnie i odwzajemnił pieszczotę zdejmując z siebie potargany ciuch. Kochał ją jak nikogo na świecie. Jako jedyna kobieta jaką znał potrafiła być jednocześnie tak delikatna i tak silna. Pokazała mu co to bezwarunkowa miłość i jako jedna z pierwszych zaakceptowała w 100 %. Dwa lata zajęło mu zrozumienie że ją kocha a dwa kolejne – rozkochanie jej w sobie. Przeszkód było sporo – począwszy od ich różnicy wieku a skończywszy na statusie społecznym. Ale udało mu się a to co w niej odkrył oszołomiło go. Ona również cierpiała. Strata brata i narzeczonego sprawiły, że nie pozwalała nikomu się do siebie zbliżyć przez długie lata. Podejrzewał, że udało mu się ją zdobyć głównie dlatego, że bardzo przypominał jej te dwie osoby. Odkrył w niej pokłady delikatności i namiętności o które jej nawet nie podejrzewał. Tak cudownie potrafiła to przeplatać z pewnością siebie i siłą wewnętrzną, że stanowiła unikalną mieszankę definiującą tylko ją. Na początku było im ciężko i prawda jest taka, że ich początki opierały się głównie na seksie. Ta kobieta była tak wygłodniała! Po pierwszym razie miała wyrzuty sumienia jednak już on się postarał o to by je porzuciła. Oswajał ją z czasem, nie zdając sobie sprawy że i ona oswajała jego. Żadna poprzednia partnerka nie sprawiała, że czuł się taki potrzebny i taki doceniony. Czuł, że tylko on może ją zaspokoić i przez to stał się prawdziwym mężczyzną. Seks był polem bitwy w którym każde z nich wygrywało będąc równym sobie. Była dla niego jak narkotyk, nie zdając sobie sprawy że i on jest jej uzależnieniem. Wiecznie rozczochrane włosy koloru słońca, opalona umięśniona sylwetka i te oczy koloru nieba sprawiały że znów czuła się jak 20 latka. I ten jego nieokiełznany apetyt na nią sprawiał ze czuła się pewną siebie kobietą. Może i postępowali źle, jednak oboje mieli to w tej chwili w nosie. Ich ciała połączone w tańcu namiętności poruszały się rytmicznie na blacie biurka a papiery dawno zapomniane porozsypywały się po podłodze. Chłonęli siebie zapominając o wszystkim co powinno ich dzielić. Bo podobno miłość nie zna granic?

Rozdział 6 – Blask księżyca

Shizune osunęła się na ziemię, a on razem z nią. Wciąż trzymał ją w ramionach lecz jego dłoń zastygła w połowie drogi do jej włosów, które gładził jeszcze przed sekundą. Płakała lecz już ciszej i ciągle mamrotała to jedno zdanie: „Musiałam.. Musiałam go zabić..”. Spodziewał się wszystkiego, lecz nie przyznania się do zbrodni. Znów zaczął ją uspokajać, gładząc jej włosy i mrucząc cicho do ucha że już dobrze, że już jest bezpieczna. Gdyby tak jego teraz mógł ktoś uspokoić. Rozpoczął gonitwę myśli, przeglądając w głowie ostatnie misje, osoby które w nich uczestniczyły oraz zabitych wrogów. Z tego co wiedział Shizune nie była na żadnej akcji od przynajmniej 3 miesięcy. Kogo zatem zabiła? Nie słyszał ostatnio o żadnych tajemniczych zabójstwach na terenie Konohy. Zerknął w dół i uspokoił się trochę. W jego ramionach leżała delikatna kruszyna, płacząc i czepiając się jego szat jak małpka. Po chwili płacz przerodził się w łkanie, a mamrotanie w cichy szept. Cała czerwona na twarzy i zalana łzami stanowiła obraz dziecięcej delikatności. Jak ktoś taki mógłby kogokolwiek zabić? Nagle, jakby ktoś włączył jego percepcję zaczął zauważać inne szczegóły. Jej włosy były delikatne i jedwabiste niczym satyna, usta jeszcze chwilę temu sine, teraz stały się różowe jak kwiat kwitnącej sakury a na nosie miała mnóstwo uroczych piegów. Długie rzęsy rzucały cień na jej zaróżowione policzki. Była taka ciepła.. Nie pamiętał kiedy przytulał tak jakąkolwiek kobietę. Te które wynajmował nie były raczej skore do tego typu czynności. Jakby się tak nad tym zastanowić to nigdy żadna nie pozwalała się po prostu przytulić. Raczej wieszały się po nim a efektu bliskości nie było. Tego pieniądze nie obejmowały… Teraz trzymał w ramionach młodziutką dziewczynę zalaną łzami i nie mógł uwierzyć z jaką ufnością wtula się w jego tors. Nagle łkanie ustało, a dziewczyna osunęła się w jego ramionach. No tak. Zemdlała. Pewnie nie jadła kilka ostatnich dni. Westchnął i wziął dziewczynę na ręce. Jej ciało wygięło się w łuk ukazując w całej okazałości piersi i szyję dziewczyny. Znów uderzyła go fala gorąca. Była naprawdę piękna. Potrząsnął głową, poprawił ją sobie na rękach i w biegu porwał jej kimono i plecak wiszące na drzewie. Wiedział gdzie mieszka, bo od jakiegoś czasu odprowadzał ją pod same drzwi po jej wieczornych pijatykach. Modlił się tylko, żeby nikt pod osłoną nocy nie zauważył kogo niesie na rękach. Jak nic zniszczyłoby to jej reputację.

Mknął więc zaułkami Konohy unikając światła latarni, zerkając co chwilę na kobietę w swoich ramionach. W końcu dotarł do jej mieszkania. Ostrożnie uchylił okno i nie dostrzegając w mroku pomieszczenia niczego podejrzanego wszedł do środka. Szybko zlokalizował sypialnię i skierował się w tamtym kierunku. Znów zalała go fala gorąca uświadamiając sobie jak musi to wyglądać z boku. Legendarny sannin słynny ze swoich upodobań do kobiet wnosi nieprzytomną kunoichi do jej sypialni. Odgonił te natrętne myśli i ułożył delikatnie śpiącą czarnowłosą na łóżku. Szybko zbadał ją i upewniwszy się, że dziewczyna jest tylko wyczerpana i odwodniona wstał. Położył dłonie na jej klatce piersiowej i przelał trochę czakry do jej ciała, aby wzmocnić jej organizm. Sińce pod oczami zbledły a jej serce zaczęło mocniej bić. Nie chciał wzywać Tsunade. Wolał aby nie dowiedziała się o szczegółach dzisiejszego treningu. Przykrył ją szczelnie kocem i poprawił poduszkę pod głową. Nagle jego dłoń została pochwycona przez jej drobną rączkę. Zerknął wystraszony na dziewczynę lecz ta wciąż mocno spała.

-Jiraiya… – wyszeptała i wtuliła swój policzek w jego dłoń.

Powiedzieć że był w szoku to było niedopowiedzenie. To że spała było pewne. Dlaczego zatem trzymała go za rękę i wtulała się w nią jak dziecko z delikatnym uśmiechem na twarzy? Ostrożnie wyplątał dłoń spod jej policzka i obserwował jak uśmiech znika a kunoichi zapada w jeszcze głębszy sen. Stał tak i patrzył na nią nie wiedząc co począć. Światło księżyca błądziło po jej łóżku oświetlając ją swoim delikatnym blaskiem i ukazując jej kształty przez materiał pościeli. Podszedł do okna i usiadł na parapecie wpatrując się w białą kulę świecącą zimnym blaskiem. Jedno jest pewne. Musi jak najszybciej i jak najdyskretniej dowiedzieć się, kogo zabiła i dlaczego. A potem spróbować to odkręcić nim wpakują tą biedną dziecinę do więzienia. Zerknął na głęboko śpiącą dziewczynę i musiał się z sobą nie zgodzić. To nie była już dziecina. Wyrosła na piękną silną kunoichi. Teraz jednak wyglądała tak bezbronnie, że wbrew sobie postanowił zostać jeszcze chwilę i czuwać nad spokojnym snem czarnowłosej.

Rozdział 5 – Musiałam…

Hej! Jeśli wszedłeś na tego bloga i przeczytałeś dotychczasowe rozdziały proszę zostaw po sobie jakiś ślad ;) Byłoby mi bardzo miło jeśli wiedziałabym że ktoś to czyta a nie tylko zagląda z ciekawości:) Zapraszam do komentowania^^

Dziś jest ta data.. Dziś jest ta data.. Dziś jest ta data… Rozbudziła się z koszmaru, który nie nawiedzał jej od roku. Zlana potem oddychała szybko i nieregularnie. Serce biło jej jak szalone gdy siadała na łóżku i próbowała się uspokoić. Poszła pod prysznic w nadziei, że to coś pomoże. Dziś jest ta data.. Dziś jest ta data.. Uparcie obijało się jej w czaszce. Ubrała się jak automat i wyszła do pracy nie tykając śniadania, które z przyzwyczajenia sobie przygotowała. Dziś jest ta data.

Zaległe rachunki za misję z Wioski Ukrytego Piasku, trzeba będzie przesłać zapłatę zanim się wkurzą. Dziś jest ta data.. Szpital upomina się o kolejnych Medic Ninja.. Ciekawe skąd ich weźmiemy. Trzeba będzie zorganizować nabór do szkoły medycznej więc dostaną ich co najwyżej za parę lat. Chyba żeby kogoś wynająć. Dziś jest ta data.. Sierociniec prosi o dotację do zakupu książek dla dzieciaków. Trzeba będzie zorganizować jakąś zbiórkę Dziś jest ta data..

- NOŻESZ CHOLERA! – grzmotnęła pięścią w biurko tracąc cierpliwość. W oka mgnieniu w drzwiach pojawiła się Tsunade z kunaiem w ręku. Rzuciła okiem na gabinet i upewniwszy się, że żaden wrogi oddział ninja nie zaatakował jej pomocnicy rzuciła jej pełne wyrzutu spojrzenie

- Shizune! Co Ty wyprawiasz?!

- To tylko mucha. Przepraszam Tsunade-sama. – odpowiedziała automatycznie nawet nie unosząc wzroku. Zaskoczona Hokage zerknęła na swoją podopieczną zmartwiona. Dziś wyglądała wyjątkowo źle.

-Shizune.. Myślę, że możesz zrobić sobie dziś wcześniej wolne. Idź do domu, odpocznij.

-Gondaime ja naprawdę..!

-Nie dyskutuj! Masz wolne! Wykorzystaj je dobrze. – i rzuciwszy ostatnie zaniepokojone spojrzenie wróciła do swojego gabinetu.

Nie miała wyboru. Wstała, porwała torbę i pobiegła w pierwsze miejsce, które przyszło jej na myśl. Pozostawiła swoje rzeczy pod drzewem, powiesiła na jego gałęzi kimono i w stroju treningowym rozpoczęła zawzięcie ćwiczenia fizyczne. Przywołała 3 klony w nadziei, że walka z taką ilością przeciwników pozwoli jej choć na chwilę zapomnieć, jednak to jedno zdanie ciągłe dźwięczało jej w uszach. Dziś jest ten dzień.. Ćwiczyła bardziej nerwowo niż zwykle. Parę razy oberwała od swojego sobowtóra, jednak sama nie była w stanie żadnego trafić. Poczuła czyjąś obecność jeszcze zanim zobaczyła intruza. Rzuciła w tamtym kierunku shurikeny jednak gość zdołał odskoczyć. Stanęła jak wryta by po chwili wrócić do swojej prywatnej wojny z jeszcze większym zapałem.

- Jiraiya-sama. Dawno Cię tu nie widziałam.

Białowłosy Sannin zaśmiał się i rzucił swoje rzeczy przy tym samym drzewie co kunoichi.

- Obiecałem Cię uczyć więc jestem. Miałem jednak bardzo ważne informacje do zebrania i nie mogłem zjawić się wcześniej.

Zachichotał jednoznacznie podkreślając JAKIE informacje miał na myśl. W młodej kunoichi zagotowało się od nadmiaru emocji. Nie dość że nie widziała go taki czas to jeszcze okazuje się że był w tym czasie na dziwkach. I kogoś takiego z taką pasją obserwowała od ponad roku?! 

Tylko jego refleks pozwolił mu uniknąć senbon wysłanych w jego kierunku. Odskoczył na bezpieczną odległość i prychnął.

- Dzieciaku, uważaj z tymi igłami! Dobrze wiesz że na tą truciznę nie ma lekarstwa!

DZIECIAKU! Cholera jasna już ona mu pokaże! Uderzyła z zawrotną szybkością i tylko z lekkim ukłuciem w sercu patrzyła jak jego głowa odskakuje do tyłu. Nie upadł jednak, a jego ciało rozpłynęło się w dymie. Replikacja.. A zatem..

Nie zdążyła się odwrócić a już leżała na ziemi przygwożdżona jego kolanem.

-Nie gorączkuj się tak. Przyszedłem Cię uczyć.

W normalnych okolicznościach ten aksamitny głęboki głos sprawiłby, że jęknęłaby w duchu z uciechy. Teraz jednak miała tak mordercze zapędy, że miała go ochotę tylko uderzyć. Zostawił jej trening dla dziwek. Pieprzony dziwkarz i pijak! Już ona go załatwi! Wyrwała się z jego uścisku i odskoczyła dysząc ciężko.

- WIĘC WALCZ PIEPRZONY SANNINIE! – krzyknęła i przybrała pozycje. Wściekłość wzbierająca w niej od kilku tygodni zdawała się ją rozsadzać. Miała ochotę skręcić mu kark. Widząc jego pełne zdziwienia zielone oczy postanowiła zaatakować pierwsza. Jeden cios, drugi, kop, półobrót, łokieć, kolano, pięść. Białowłosy unikał ich zgrabnie jednak nie atakował. Widział co dzieje się z młodą kunoichi. Wyczuwał że albo nastąpi przełom, albo go zabije. Ona tymczasem nie ustawała w atakach, to odskakiwała, to atakowała, bez wytchnienia. Trwało to już ponad 15 minut. Oboje mocno już zmęczeni dyszeli ciężko zlani potem. W końcu Sannin wyczuł moment i pochwycił ją za ramiona. Unieruchomiona dziewczyna zastygła w szoku by po chwili wybuchnąć jak jeszcze nigdy przedtem. Kopała, gryzła, okładała go rękami sina z wściekłości. Nie rozumiała tylko dlaczego miała mokrą twarz skoro nie padało? I kto tak przeraźliwie krzyczał? Zostaw mnie! Odejdź! Puść do cholery! Słyszała to już kiedyś. To jej matka? Ona przecież nie żyje.. Dopiero po chwili zrozumiała, że jej twarz jest mokra przez potok łez, a krzyk wydobywa się z jej własnego gardła. Białowłosy Sannin był cały poobijany, z jego ust i rozciętej brwi sączyła się krew, a strój był już dość mocno potargany. Patrzył na nią tym swoim przenikliwym wzrokiem a ona biła już coraz słabiej, szlochając coraz głośniej. W końcu wyczerpana opuściła głowę, by poczuć jak jej dłonie są uwalniane. Objęła się nimi i zawyła w kolejnym spazmie płaczu. Nagle poczuła ciepłe ramiona opatulające ją i przyciągające do wielkiego muskularnego torsu. Jedna z dłoni gładziła ją po plecach a druga po włosach niosąc ukojenie swoją powtarzalnością ruchów.

- Shizune…

Opadła bez sił w te wielkie ramiona i jej tama pękła.

- Musiałam go zabić.. Musiałam go zabić.. Dziś jest ten dzień.. Musiałam…

Rozdział 4 – Podglądając podglądacza

I wreszcie! Pytanie: Dlaczego JiraShizu? Otóż jestem obecnie na etapie oglądania odcinków Naruto z serii 1 i natknęłam się na scenę, w której Jiraiya i Shizune rozmawiają ze sobą. I w tedy mnie kopło! Ciekawe czy taki Jira, pokusiłby się na taką Shizu? ;D I drugi kop! Shizune jest idealna do opisywania właśnie ze względów, które wypsałam w poprzednim rozdziale. Nic o niej nie wiadomo a więc można zrobić z nią wszystko;] Pikanterii temu paringowi dodaje Tsunade, która zapewne nie byłaby zachwycona takim obrotem spraw oraz zapewne pierdyliard innych powodów dla których nie powinni być razem;P A ja bardzo lubie takie połączenia ;> No i jak już wspominałam w notce rozpoczynającej: kręcą mnie związki z dużą różnicą wieku ;D


Przez najbliższych parę dni sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Młoda kunoichi przychodziła na pole treningowe, replikowała się, walczyła do wieczora a następnie wybierała się do baru by napić się sake. Podejrzewała, że sanninowie zmówili się aby ją nastraszyć i zmusić do treningów taijutsu nie mając najmniejszego zamiaru ich nadzorować. Cieszyła się z takiego stanu rzeczy, gdyż obecność Jiraiyi mogła tylko pogorszyć jej możliwości. Wróciła niestety do starego nawyku picia, jednak tylko to pozwalało jej zasnąć zaraz po przyłożeniu głowy do poduszki. Jej rozkład dnia stał się boleśnie przewidywalny. 5.30 – pobudka i krótki trening przed pracą, 8.00 do 15.00 – praca w siedzibie Hokage a następnie trening i bar. Wszystko byle przestać myśleć. Wyczuwała stan w jakim się znajduje. Zmieniła się w zautomatyzowaną skorupę, zdolną tylko robić to co jej zaprogramowano. Jej szczery uśmiech zastąpił grymas, podkrążone oczy świeciły niezdrowym błyskiem a ręce w chwilach słabości zaciskały się boleśnie w pięści. Dlatego też nie zdziwiła się gdy kolejny dzień z rzędu przybyła na pole treningowe i nie zastała tam ani swojej sensei ani Jiraiyi. Zdjęła swoje kimono pozostając w koszulce i rozpoczęła trening, nie wiedząc, że wcale nie jest tak do końca sama.

-Jak zwykle punktualnie Shizune… – szepnął do siebie białowłosy sannin siedząc na gałęzi pobliskiego drzewa obserwując młodą kunoichi walczącą ze swoim klonem. Prawda była taka, że nie spóźnił się na żaden trening młodej kobiety. Zbierał informację o jej poziomie i stylu walki, jednak nie to skłoniło go do ukrycia. To słowa Tsunade, które wyryły się mu w głowie ponad tydzień temu, gdy opuszczali razem pole treningowe.

- Dziękuję, że zgodziłeś się przejąć treningi Shizune. Ostatnio bardzo się o nią martwię. Odkąd ją znam raz w roku, na jakiś miesiąc przestaje być sobą. Staje się oziębła i cyniczna. Widzę, że właśnie nadchodzi ta pora. Nie wiem co mam w tedy z nią zrobić…

Obserwował ją uważnie zarówno na treningach jak i w pracy. Zauważył jej wizyty w barze i nieraz pod postacią przypadkowej osoby pomagał dostać się do domu, gdy przesadziła z alkoholem. Ta wiecznie uśmiechnięta, uczynna i skora do zabawy dziewczyna stała się ostatnio oschła a na jej twarzy przeważał pogardliwy uśmieszek. Schudła, jej oczy pałały niezdrowym blaskiem a wiecznie rozgadana buzia zamilkła. Widać było jak na dłoni, że coś dręczy młodą kobietę. Martwił się tym, gdyż bardzo lubił tę dziewczynę. Zaśmiał się cicho by natychmiast spochmurnieć

- Shizune.. Ostatnimi czasy to ja podglądam Ciebie częściej niż Ty mnie…

Wiedział doskonale, że młoda kunoichi obserwuje jego treningi. Podejrzewał, że w ten sposób Tsunade zbiera o nim informacje. Nie dekonspirował jej jednak, gdyż mogłaby mieć przez to problemy. Z każdym treningiem pokazywał zatem to co chciał, nieraz naigrywając się z niej i przyprowadzając ze sobą kobiety do wynajęcia. Nie był oczywiście jakimś perwersem, żeby robić pewne rzeczy przy publiczności, ale śmiał się w duchu za każdym razem gdy pozwalał sobie na coraz więcej i wyczuwał moment w którym czarnooka zwiewa z pola treningowego zapewne czerwona jak piwonia. Tak łatwo było ją zawstydzić! Teraz to on był podglądaczem, i stanowczo nie podobało mu się to co widział. Przeważnie pełna harmonii kunoichi teraz walczyła nerwowo, uderzała byle jak i wkładała w swoje ciosy stanowczo zbyt wiele wściekłości niż tego wymagał trening. Radziła sobie jednak żadnego z klonów nie pokonała. Jej ciało wyginało się w przeróżny sposób ukazując znajomość wielu pozycji, jednak wyczuwał, że dziewczyna nie daje z siebie 100%. Nie byłby sobą gdyby nie zauważył, jak pięknie prezentuje się ciało kobiety w walce. Zrobiło mu się ciepło widząc wilgotną od potu siatkowaną koszulkę, przylegającą do ciała stanowczo zbyt dobrze, piękne piersi falujące przy każdym ruchu w sposób ukazujący ich jędrność oraz wspaniałe nogi wykonujące skomplikowane kopnięcia. Potrząsnął głową odganiając te myśli.

- Idiota.. zasłużyłeś sobie na swój przydomek Ero-Sennin! Ona ma tylko 28 lat.- zbeształ się w myślach. Zaraz jednak stanęły mu przed oczami te liczne kobiety, które lądowały w jego łożu. Czy mogły mieć więcej niż ona? Uwielbiał z nimi uprawiać seks. Zawsze były takie chętne. Cóż.. wolał nie myśleć o przyczynie ich chętności. Jednak czy gdyby znał którąś osobiście, czy odważyłby się ją wziąć? Zaskakujący tok rozumowania przerwał mu fakt, że młoda kunoichi właśnie skończyła trening i udała się w kierunku centrum miasta. Westchnął i podążył za nią by w odpowiednim momencie odeskortować ją do domu.

Rozdział 3 – Walka z samą sobą

Dlaczego Shizune? Odpowiedź jest prosta. Czy ktokolwiek cokolwiek o niej wie? Jest jedną z częściej pojawiających się postaci a informacje o niej są dość skąpe. Zawsze uśmiechnięta, zawsze rozsądna, wyważona i odpowiedzialna. Siostrzenica Dana-partnera Tsunade, ma 28 lat, zawsze przy boku swojej sensei, która po śmierci Dana ją przygarnęła, .specjalizuje się w truciznach, jest doskonale wyszkoloną medic ninja i.. w zasadzie tyle;]  Jest jak białe płótno w rękach malarza. Malarzem może być każdy. I namalować może dosłownie wszystko. Idealna:) Pod wpisem piękny fanart obrazujący jak wygląda ta niepozorna bohaterka;)

Był wyjątkowo pogodny dzień. Słońce Konohy na dobre rozgościło się na niebie odganiając wszelkie ciemne chmury. Gdyby tak mogło rozchmurzyć nastrój młodej kunoichi stojącej na środku pola treningowego, nic nie psułoby już tego krajobrazu. Skończyła pracę i przybiegła na umówioną godzinę lecz nikogo jeszcze nie było. Westchnęła i podeszła do najbliższego drzewa zostawiając tam plecak. Upiła łyk wody i rozglądnęła się po miejscu swojego treningu. Miejscu, które budziło wiele jej wspomnień. Skoro jej nowego sensei  jeszcze nie ma, sama rozpocznie trening.

- Kage Bunshin no Jutsu!

Wykonała parę pieczęci i już po chwili stanęła przed nią młoda, czarnooka, czarnowłosa dziewczyna ninja uśmiechając się pogardliwie. Czy naprawdę w tym momencie tak wyglądała? Ten pogardliwy uśmieszek ostatnimi czasy często gościł na jej ustach. Obiektywnie patrząc była.. zwyczajna. Jej twarz blada jak śnieg kontrastowała mocno z czarnymi włosami oraz oczami. Małe różowe usta potrafiły w mgnieniu oka zsinieć gdy tylko coś ją zdenerwowało. Delikatnie zaokrąglone biodra oraz piersi czyniły z niej kobietę jednak nie uważała by były one dostatecznie kobiece by kogokolwiek pociągać. Była zwyczajna. Może dlatego odrzucała wszelkie zaloty. Nie wierzyła, że komuś naprawdę może się podobać.

- Shi.. masz jeszcze czas. - usłyszała w głowie. Stanęła jak wryta zagłębiając się we wspomnienia. Była w domu, miała 13 lat i podkradła mamie kosmetyki do malowania. W dość opłakanym stanie zastał ją jej brat. Śmiał się do rozpuku, lecz gdy zobaczył łzy w jej pobazgranych oczach uspokoił się, podszedł do niej i ją przytulił.

- Shi.. masz jeszcze czas. – lubiła gdy ją tak nazywał – Nie musisz się jeszcze malować. A kiedyś nie będziesz musiała. Wiem, że gdy dorośniesz będziesz naprawdę piękną kobietą. A teraz zmyjmy to zanim mama się zorientuje co wyczyniasz.

Spoglądnęła na swojego klona i zaśmiała się gorzko. -Och Mizuke.. Jakże się pomyliłeś..

Z całej siły uderzyła swojego klona, który zdołał odeprzeć jej atak. Sflustrowana kunoichi uderzała raz po raz starając się trafić swoje odbicie jednak trudno walczyć samemu ze sobą i mieć przewagę. Im bardziej kopała i uderzała tym bardziej była wściekła za napływ wspomnień. To wszystko przez datę, która zbliżała się wielkimi krokami. Co roku na wiosnę miała moment załamania, którego Tsunade starała się nie komentować. Nie powiedziała swojej sensei co ją w tedy gryzie a jej mentorka nigdy nie drążyła. Za to Shizune była jej bardzo wdzięczna. Uderzenie z lewej, kopnięcie, obrona, półobrót i znów kop. Powtarzalne jak mantra kombinacje wykonywała ze złością, że musi tu być i walczyć sama ze sobą. Miała już dość podobnej sytuacji w swojej głowie.

Ani się obejrzała gdy zapadał już zmrok. Jiraiya się nie pojawił.

shizune_by_rice_su

Rozdział 2 – Beznadziejne przypadki

Doskonale wiem, że każdy ma swoich ulubionych bohaterów. Ja osobiści uwielbiam Jiraiyę! Choć często zachowuje się jak idiota, to w chwili gdy jest poważny bardzo podoba mi się jego podejście do wielu spraw. Zasługuję w tedy na przydomek Mędrca. W dodatku gdy był młody był naprawdę… zajebisty ;> Polecam poprzeglądać fanarty z jego udziałem albo pooglądać odcinki w których pokazany jest jako Jonin… No mrrr! Myślę, że jako mężczyzna oraz shinobi jest wyjątkowo szlachetny, odważny oraz altruistyczny. Uważam też że jest bardzo niedoceniony natomiast jego siła i potęga mogą spodobać się nie jednej kobiecie. Muszę was również uprzedzić że mam słabość do związków z dużą różnicą wieku, jednak mój Jiraiya nie wygląda na swoje 50 lat tylko jak dobrze zachowany 40-latek! JA na końcu rozdzału dowód ;P

Gdy dobiegła na pole treningowe zastała dwoje Legendarnych Sanninów siedzących na trawie i popijających sake. Widać było zarówno po ich posiniaczonych ciałach jak i zniszczonym krajobrazie, że właśnie zakończyli trening. Mocno zmęczeni ale szczęśliwi śmiali się z jakiegoś wspomnienia z młodości. Pokręciła z niedowierzaniem głową. Gdyby ktoś ich nie znał, pomyślałby że dwoje młodych ludzi spotkało się na pogawędkę a cała otoczka połamanych drzew i dziur w ziemi jest tylko przypadkową ozdobą. Nikt nie powiedziałby że to dwoje najsilniejszych ninja Konohy, którzy posiadają nadprzyrodzone ilości siły. Podeszła do nich uśmiechając się od ucha do ucha.

-Tsunade-sama! Jiraiya-sama! Widzę że trening był wyjątkowo udany! – wskazała na najbliższe drzewo połamane na drobne drzazgi

-Na pewno lepiej niż Twój Shizune! – odkrzyknęła Gondaime – Jak dawno nie trenowałaś?! Dawno Cię tu nie widziałam!

Młoda kunoichi zawstydzona spuściła wzrok. Była tu bardzo często jednak nie jako ninja a obserwator.

-Hokage-sama.. ostatnio było dużo ksiąg do wypełnienia i nie miałam czasu.. – miała nadzieję że jej sensei nie będzie drążyć tematu.

-Juuush! W takim razie poćwiczymy teraz! – Czarnooka nie zdążyła nawet mrugnąć a już została uderzona z potężną siłą, następnego ciosu ledwo uniknęła. Szybko wykonała pieczęcie i rozpłynęła się we mgle. Po chwili w stronę jej sensei pomknęły senbon wystrzelone z wielu stron mgły. Jednak Piąta Hokage nie zasłużyłaby na swój tytuł gdyby dała się pokonać tak łatwo. Wybiegła z mgły i wykonała parę pieczęci, po których genjutsu zostało przełamane. Przygwoździła swoją uczennicę do najbliższego drzewa – Żadnych sztuczek! Wiem że jesteś uzdolniona w genjutsu ale mnie interesuje Twoja siła! Walcz!

Shizune nie mogła zaczerpnąć tchu, ale zdołała wymierzyć cios w swoją sensei i uwolnić się z jej ramion. Była zła, że Tsunade zmusza ją do treningu akurat teraz. Odparowała parę ciosów i zerknęła na Jiraiyę lecz ten położył się na trawie i z rękami założonymi za głową obserwował niebo. Sanninka wykorzystała ułamek sekundy nieuwagi i przygwoździła Shizune do ziemi. – Idiotko! Twoje taijutsu jest żałosne! Ty to nazywasz walką?! – wrzeszczała nad nią. Młoda kunoichi była cała czerwona lecz nie tyle z wysiłku co przez słowa swojej sensei. Była ambitna i pełna zapału, jednak ostatnio nie miała ochoty na treningi. Zbliżała pewna szczególna rocznica i zdecydowanie wyprowadzało ją to z równowagi. Zaniedbała treningi owszem. Ale dlaczego jej sensei musi jej to wypominać przy Jiraiyi? Była zawstydzona. Gondaime puściła ją i udała się dopić swoją sake.

- Taijutsu to twoja największa słabość. Wiesz o tym. W innych dziedzinach dajesz sobie radę ale walka wręcz Cię przerasta. Dlaczego zatem ćwiczysz ją tak mało? Chcę żebyś była równie silna co ja. Twoja technika musi być dopracowana. – westchnęła i upiła łyk sake – Powinnam z Tobą więcej ćwiczyć ale nie mam na to czasu..

- Daj jej już spokój Tsu.. – odezwał się niespodziewanie sannin nie otwierając oczu – Ja będę z nią ćwiczył.

Młoda kunoichi nie mogła uwierzyć własnym uszom. Jej serce zadrżało na samą myśl o tym by po chwili stanąć z wściekłości

- Uwielbiam beznadziejne przypadki

Tak właśnie sobie wyobrażam Jiraiyę z mojego opowiadania^^ Kawai! ;D

Sexy-Jiraiya-jiraiya-22665754-500-499